koty nie znoszą zmian

koty nie znoszą zmian
przytulaśny sen to nasza projekcja
gdy wiosnę administracyjnie zmieniają w lato
albo jesień w zimę
albo gdy umowne linie z północy
kreślące ziemię na południe
i z powrotem zmieniają południe
w popołudnie lub w przedpołudnie
ta klepka jest w jutrze
jakie to ma znaczenie?
poetyckie bzdury
i z kocimi oczami też tak może być
jeśli kot się położy
na podłodze na kolanach tak albo siak
albo w czasie spaceru albo
goniąc albo nie goniąc myszy albo
cień myszy bez myszy
albo kawałek włóczki
naprawdę dobre włóczki to tylko z paryża
albo z kluż-napoki
londyńską ulicą
albo bielską bo w czym londyn lepszy
my też byśmy chcieli
coś byśmy chcieli
ale nie przecięci południkiem zerowym na wskroś
to nieistotne niepoważne nie na tym życie polega
najlepiej żeby taki południk mógł
przechodzić przez łóżko
tak uważasz?
cudownie by było zmieniać jutro na wczoraj
wczoraj na jutro
przecież to bez sensu
bez wychodzenia z łóżka jak kot
zapętlać sny w czaso-nieprzestrzeni
nogi w jutrze nos w pojutrze
ty jeszcze nie przyszłaś a już zaspałem do pracy
takie poetyckie dyrdymały
czy widziałaś niewidzialne czy nie widziałeś niewidzialne
dosłowne metaforyczne
co to za problemy to nie jest poezja
białe różowe niebieskożółte
wysokie niskie dostojne grubiańskie
na szczęście kot nie zmienia czasu
ani kiedy jest na to pora ani nigdy
koty nie są od tego i cały ten wiersz to bełkot
mam to gdzieś
i twoje problemy i moje pytania
i gdzieś ta linia
przebiega i być może trzeba się nią bawić
popatrzyć na życie serio
ile południków włożyłaś sobie do głowy

koty uwielbiają zmianę

koty uwielbiają zmianę
czasu na przytulaśny sen
gdy wiosnę administracyjnie zmieniają w lato
albo jesień w zimę
albo gdy umowne linie z północy
kreślące ziemię na południe
i z powrotem zmieniają południe
w popołudnie lub w przedpołudnie
ta klepka jest jest w jutrze
a ta we wczoraj
i z kocimi oczami też tak może być
jeśli kot się położy
na podłodze na kolanach tak albo siak
albo w czasie spaceru albo
goniąc albo nie goniąc myszę albo
cień myszy bez myszy
albo kawałek włóczki
naprawdę dobre włóczki to tylko z paryża
albo z kluż-napoki
londyńską ulicą
albo bielską bo w czym londyn lepszy
my też byśmy chcieli być przecięci południkiem zerowym na wskroś
najlepiej żeby taki południk mógł przechodzić przez łóżko
cudownie by było zmieniać jutro na wczoraj wczoraj na jutro
bez wychodzenia z łóżka jak kot
zapętlać sny w czaso-nieprzestrzeni
nogi w jutrze nos w pojutrze
ty jeszcze nie przyszłaś a już zaspałem do pracy
czy widziałaś niewidzialne czy nie widziałeś niewidzialne
dosłowne metaforyczne
białe różowe niebieskożółte
wysokie niskie dostojne grubiańskie
na szczęście kot zmienia czas
kiedy jest na to pora a pora jest zawsze
jest zawsze odpowiednia i ma to gdzieś
i twoje problemy i moje odwieczne pytania
i gdzieś ta linia kreślona włóczką
przebiega i być może trzeba się nią bawić
jak kot bo nie ma w tej chwili nic
ważniejszego

Pani z polskiego powiedziała

że jak tak będę pisał, to Gombrowicz ze mnie nie będzie.

A ja jej na to, że bycie Gombrowiczem polega przede wszystkim na tym, że się nim nie jest.

Pani profesor uśmiechnęła się z pobłażliwością i odpowiedziała, że przecież rozumiem, że to był sarkazm i żebym się tak nie wymądrzał.

Nic nie odpowiedziałem. Co miałem mówić? Ile słów jeszcze powiedzieć? Przecież nic nie napisałem.

Przecież nic takiego nie napisałem.

Które lepsze? Że nic nie napisałem czy że nic takiego nie napisałem? Które bardziej dramatyczne?

Buntownicze nienapisanie wypracowania szkolnego na zadany temat jest jak najbardziej gombrowiczowskie. Ta sytuacja ukształtowała mnie literacko na lata.

Pani profesor powiedziała, żebym się nie brał za pisanie opowiadań, gdyż zrobię krzywdę i sobie, i literaturze. Poczułem się… wiesz, jak… Więc sobie ją wymyśliłem na potrzeby swojej niepowtarzalnej autobiografii, że pani z polskiego mi powiedziała, a ja coś-tam coś-tam, i wyszło na to, że nie miała racji. Że gdzie ta pani miała oczy i czy się w ogóle zna. I ilu jeszcze uczniów takie panie z polskiego skrzywdziły.  Poszedłem do technikum. Po drodze miałem przystanek. Zapytałem ją, czy kiedykolwiek pomyślała o Brunonie Jasieńskim jako o komuniście. Powiedziała, że dla niej zawsze to był but w butonierce. Ale nie, nie czytała, nie lubi, co innego lubi, co lubię?, no wiesz co. Potem przyjechał autobus, ale był do zajezdni.

życie z otwartych żył wypuszcza
ciepłe coś musi robić odgrywa
scenkę zje kanapkę z dżemem
truskawkowym poeta zgłodniał
nie lubi być głodny napisze
wiersz wzruszy się kochać
przecież już tylko
może taki już jest uczuciowy
zawsze był w ten ostatni skok
w siebie już nie wierzy.

 

pytasz czy za rogiem

pytasz czy za rogiem
jest taka sama ulica z chodnikiem
gwar dzieci przekleństwa z okien
pytasz czy za miastem
ta sama brzoza te same ptaki nad polem
ta sama kobieta kopiąca ziemniaki
pytasz czy za horyzontem
te same pejzaże ci sami ludzie
te same historie te same zapachy
pytasz czy to wszystko
znasz ze swoich snów
ze swoich strachów i lęków
z opowieści zasłyszanych w przedpokoju
pytasz czy znajdziesz drogę
pytasz czy będziesz wiedział
pytasz jak cię to zmieni
pytasz czy poznasz wszystkie odpowiedzi
nie wiem
przesuwam linię horyzontu
za znak zapytania
i za
o!
guzik w bucie
czarny okrągły cztery dziurki
od koszuli zielonej
tyle go szukałem