pani z polskiego

jest pięknie zbudowana ze słów jej suknia jest pełna kształtnych przymiotników pełniących role przydawek a gregożi zażartował kiedyś brzydawek i wszyscy zaczęli się rechotać na lekcji i pani już nie była z polskiego pani była z wuefu i historii jednocześnie ustawiła nas do pionu literatury martyrologicznej a myśmy uciekali we fredrę a ona nas goniła tym krzykiem jak wrzątkiem i kiedyś się zagapił i na sprawdzianie gregorzi się zagapił i naprawdę napisał brzydawka i dostał lufę  prosto w serce zabolało go to nie wiedział jak przeprosić zagapił się z błędu ortograficznego zrobiła się prześmiewczość a on grzegori też jest przecież z polskiego wszystkie sny ma po polsku chciał piątkę na koniec ale pani jest z tego polskiego ważniejszego że ona tym polskim ma krwiobieg wypełniony powiedział że trzeba uważać na ludzi którzy ortografię biorą za bardzo do siebie i trzeba odejść od ortografii na wyższy poziom metagrafii i tak zrobiliśmy ja i gżegorzi i ujrzeliśmy metagraficzność jej sukni opowiada siebie chce dotknąć dosłownością ucieka w  pogranicza słów udaje siebie zastawia do nienazwania pułapki namawia przebiera się w swoje odbicie w autopersyflaż pseudosarkazm wie nie wie jak się skończy przestawia skreśla dopisuje sama siebie nowe wyrazy tańczy rytmem ożywia się pauzą oddycha sylabą drga dźwięków grą nabiera nas falbankami w pozanieskończoności są nieaproksymowalne niewspółdzielone lingwistycznie pojęcia i, antypojęcia

Pani z polskiego powiedziała

że jak tak będę pisał, to Gombrowicz ze mnie nie będzie.

A ja jej na to, że bycie Gombrowiczem polega przede wszystkim na tym, że się nim nie jest.

Pani profesor uśmiechnęła się z pobłażliwością i odpowiedziała, że przecież rozumiem, że to był sarkazm i żebym się tak nie wymądrzał.

Nic nie odpowiedziałem. Co miałem mówić? Ile słów jeszcze powiedzieć? Przecież nic nie napisałem.

Przecież nic takiego nie napisałem.

Które lepsze? Że nic nie napisałem czy że nic takiego nie napisałem? Które bardziej dramatyczne?

Buntownicze nienapisanie wypracowania szkolnego na zadany temat jest jak najbardziej gombrowiczowskie. Ta sytuacja ukształtowała mnie literacko na lata.

Pani profesor powiedziała, żebym się nie brał za pisanie opowiadań, gdyż zrobię krzywdę i sobie, i literaturze. Poczułem się… wiesz, jak… Więc sobie ją wymyśliłem na potrzeby swojej niepowtarzalnej autobiografii, że pani z polskiego mi powiedziała, a ja coś-tam coś-tam, i wyszło na to, że nie miała racji. Że gdzie ta pani miała oczy i czy się w ogóle zna. I ilu jeszcze uczniów takie panie z polskiego skrzywdziły.  Poszedłem do technikum. Po drodze miałem przystanek. Zapytałem ją, czy kiedykolwiek pomyślała o Brunonie Jasieńskim jako o komuniście. Powiedziała, że dla niej zawsze to był but w butonierce. Ale nie, nie czytała, nie lubi, co innego lubi, co lubię?, no wiesz co. Potem przyjechał autobus, ale był do zajezdni.

życie z otwartych żył wypuszcza
ciepłe coś musi robić odgrywa
scenkę zje kanapkę z dżemem
truskawkowym poeta zgłodniał
nie lubi być głodny napisze
wiersz wzruszy się kochać
przecież już tylko
może taki już jest uczuciowy
zawsze był w ten ostatni skok
w siebie już nie wierzy.